Wpisy użytkownika kryminalistyka.fr.pl z dnia 26 sierpnia 2011

Liczba wpisów: 3

kryminalistyka.fr.pl
 
Jak zgadniesz jakimś cudem kto to miał być  - stawiam piwo.
edel.jpg
Pokaż wszystkie (5) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Piotr Listkiewicz
TAJEMNICA "CZŁOWIEKA Z MARREE" kryminalistyka.fr.pl/

W pierwszych dniach lipca 1998 roku właściciel pubu w William Creek w Australii Południowej, ok. 700 km na północny zachód od Adelajdy, otrzymał fax z informacją, że na pustyni, na południe od słonego jeziora Eyre jest wielki rysunek Aborygena. Odbiorca uznał to za głupi żart i fax powędrował do kosza. Jednakże 26 lipca pilot prywatnego samolotu, Trec Smith, zajmujący się lotami czarterowymi z turystami, podał przez radio wiadomość do swojej bazy w Marree, że 60 km. na zachód od tej miejscowości zauważył olbrzymi rysunek Aborygena prawdopodobnie w jakiś sposób "wydrapany" na niewielkim płaskowyżu ok. 8 km od południowej odnogi jeziora. Pilot krążył kilka minut nad rysunkiem i wykonał serię zdjęć, po czym wrócił do Marree. Ludzie w miasteczku o populacji 80 osób nie bardzo dowierzali, ale kilkanaście osób udało się nad to miejsce paroma samolotami.
marreeman3.jpg

Wielkość rysunku jest szokująca wykraczając ponad największe rysunki z Nazca, czyli jest największym artefaktem tego typu na Ziemi. Wzrost Aborygena od czubka głowy do palców stopy wynosi 2,64 km, zaś od końca kija do palców stopy ma 3,45 km. Jego kontur ma długość 28 km, szerokość konturu 35 m., a głębokość 30 cm. Rysunek jest wyryty w cienkiej warstwie gleby pokrywającej skaliste podłoże w kolorze rudo-czerwonym, dlatego na pierwszym zdjęciu satelitarnym kontur jest ciemny. Choć cały płaskowyż jest gęsto pokryty wielkimi i mniejszymi głazami, na liniach konturu nie ma ich zupełnie, co stwarza podejrzenie, że zostały jakoś usunięte.

Po kilku dniach ten sam fax przyszedł do pubu w miasteczku Marree z załączonym zdjęciem. Dlaczego akurat do pubu? Otóż w tego typu małych osadach pub jest najważniejszym miejscem, bo poza alkoholem posiada agencję bankową, pocztę, fotokopiarkę, komputer i maszynę faxową, a często również stację benzynową i sklep spożywczo-przemysłowy. Połączenie ze światem pozwala na bieżącą informację mieszkańców - tam też skupiają się i rozprzestrzeniają wszystkie plotki. Treść faxu była podejrzana i wskazywała na to, że autorem był Amerykanin lub ktoś podszywający się pod Amerykanina. Odległości były podane w milach, zaś data i czas w systemie amerykańskiej armii - data została napisana odwrotnie, tzn. najpierw rok, potem miesiąc i na końcu dzień, zaś czas na 24-godzinną modłę. A zatem w ten sam sposób jak to się teraz pisze w Polsce, jednakże tego rodzaju oznaczanie daty i czasu jest w Australii prawie nie znane. Poza tym użyto terminu "rezerwat Aborygenów", zaś w Australii oficjalnie nie ma rezerwatów, a większość Aborygenów skoszarowana jest w tzw. "misjach" lub "osiedlach dla krajowców" (Indigenous People's Settlement). W faxie były współrzędne geograficzne wskazujące dokładne położenie miejsca podane w stopniach, minutach i sekundach, czyli dane, których w Australii zwyczajni ludzie nie używają. Była również wzmianka o "kulcie Dawida", z którym związana jest kompromitująca Amerykę masakra w osiedlu Waco w latach 90tych.

Wiadomość lotem błyskawicy obiegła najpierw Australię, a następnie cały świat. Mailom, faxom i telefonom nie było końca. W kilka dni po odkryciu ukazał się artykuł na ten temat w wiodącym dzienniku australijskim "The Australian". Biura podróży we wszystkich miastach zaczęły zapisywać turystów na wycieczki. Miasteczko obudzilo się z wieloletniego letargu i co bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy zacierali ręce, planując produkcję i sprzedaż koszulek, czapek i innych pamiątek z wizerunkiem Aborygena dla spodziewanego boomu turystycznego. Właściciele pubu, stacji benzynowej i nielicznych sklepików przewidywali zwiększenie dochodów o tysiące procent.

W międzyczasie na miejsce przybyła komisja rządowa i jak się zdaje przedstawiciele wojskowego wywiadu i kontrwywiadu. Po paru dniach grupa odleciała i od tego momentu zapanowała zmowa milczenia. Gazety umilkły tak samo nagle jak się odezwały, większość zdjęć skonfiskowano, zaś na Oodnadatta Track, w miejscu skąd było najbliżej do rysunku postawiono posterunek policji, który bronił dostępu.
C.D.N...
  • awatar Anukett: czekam :)
  • awatar <P*E*N*E*T*R*A*T*O*R >: Ja pitolę...Co faksu to -poza podejrzeniami o fałszerstwo-wyglada na to że ktoś korzystał z urządzeń wojskowych USA,satelity albo samolotu...zasięg wizerunku wskazuje że nie jest to robota współczesna ,ktoś z pewnością by zauważył że trwają tam jakieś tajemnicze prace. A moda na takie geoglify pojawiła się już po 2000 roku... Ciekawe :)
  • awatar alternativ: nie wiem..nie osądzam
Pokaż wszystkie (3) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 

badboys.jpg

Więzienie w Wołowie. 900 miejsc, 1300 osadzonych. Artur, Boguś, Damian, Józek, Julek, Marcin, Marek. Recydywiści, odsiadują kary 9, 12, 18, 25 lat... Siedmiu w celi o powierzchni 15 metrów kwadratowych. Zaakceptowali w swoim codziennym życiu reżysera z kamerą. Służba Więzienna dała mu 10 dni. Bliscy są daleko. Dostęp do telefonu i widzenia rzadkie. Oddziałowi nie mają czasu. Wychowawcy są przeciążeni pracą. W tej na pozór przepełnionej przestrzeni siedmiu mężczyzn zamkniętych jest w społecznej próżni separacji i odosobnienia. Uda im się to przeżyć tylko wówczas, jeżeli próbować będą zaistnieć wbrew zapomnieniu, jeszcze silniej, razem i w sobie samych. Oglądając "Bad Boys , cela 425" uczestniczymy w ich walce, żeby pozostać ludźmi.

Nie wywołał ten film u mnie współczucia dla morderców. Ale obejrzeć go trzeba obowiązkowo. Odczucia podsumuję krótko: O kurwa!
  • awatar Anukett: przepraszam cię ale ja nie zamierzam :)
  • awatar kryminalistyka.fr.pl: @Anukett: a powiesz dlaczego?
  • awatar Anukett: @kryminalistyka.fr.pl: nie współczuję tym ludziom,opowiści że siędzą za niewinność bądź są winni ale i tak biedni mnie nie wzruszają
Pokaż wszystkie (6) ›