Wpisy użytkownika kryminalistyka.fr.pl z dnia 19 września 2011

Liczba wpisów: 4

kryminalistyka.fr.pl
 
Piotr Listkiewicz
“TAJEMNICA GATTON”
kryminalistyka.fr.pl/
Część pierwsza tu:
kryminalistyka.fr.pl.pinger.pl/(…)tajemnica-gatton-…
Część druga: kryminalistyka.fr.pl.pinger.pl/(…)tajemnica-gatton-…
Część trzecia:
kryminalistyka.fr.pl.pinger.pl/(…)tajemnica-gatton-…

Von Lossberg zbadał ciała i doszedł do następujących konkluzji:

   * obie kobiety zostały brutalnie zgwałcone - zadrapania i siniaki na udach, sperma na bieliźnie; następnie zabite ciosami ciężkiego przedmiotu w głowę (Ellen otrzymała jedno potężne uderzenie w tył głowy, które rozbiło jej czaszkę na siedem części);
   * głowa Michaela została rozwalona ciężkim przedmiotem; na koszuli wpuszczonej w rozpięte spodnie i na członku znaleziono ślady spermy;
   * koń był postrzelony z rewolweru typu colt kaliber 380, a następnie miał poderżnięte gardło;

Sierżant Arrel przyglądając się zwłokom na miejscu zbrodni nie zauważył wtedy żadnych śladów wskazujących na walkę lub opór ze strony ofiar; wyglądały jak ułożone na leśnej ściółce, z czego Arrel wysnuł wniosek, że morderstwo mogło być popełnione gdzie indziej, jednakże badania wnętrza bryczki i terenu tego nie potwierdziły. Dopiero dr. Lossberg po rozebraniu zwłok stwierdził, że dziewczyny zostały zgwałcone.
Późniejsze śledztwo wykazało, że w okolicy słyszano dwa strzały z rewolweru, co sprawiło, że w kilkanaście dni po pogrzebie ekshumowano ciało Michaela i w czasie ponownego badania znaleziono w jego czaszce nabój o tym samym kalibrze. Dr. von Lossberg przeoczył ranę na głowie myśląc, że pochodzi od sęka kłody drewna. Wydaje się więc, że Michael po postrzale musiał jeszcze żyć, skoro otrzymał potężny cios w głowę.
Galbraight po obejrzeniu zwłok doszedł do wniosku, że tylko jedna z kobiet, Nora, broniła się przed i w czasie stosunku. Znalazł również odciski grubej tkaniny na udzie Nory i na nadgarstku Michaela. Wyglądały jakby ktoś ubrany w samodziałową marynarkę oparł się siłnie łokciem. Ten sam ślad, jednak tym razem krwawy Galbraight znalazł na bieliźnie Nory.
Jeden z przybyłych w międzyczasie policjantów poszedł do miejscowego krawca, aby przyjrzeć się posiadanym przez niego tkaninom, ale nie zadawał żadnych pytań, aby w miasteczku nie rozniosło się, że policja interesuje się marynarką z samodziału.
Na margiensie dodam, że w latach 1992 - 2006 mieszkałem w Gatton i wiem jak tamtejsza społeczność jest hermetycznie zamknięta dla wszelkich przybyszów. Składa się ona z kilku grup osadniczych przybyłych we wczesnych dekadach XIX w.: Niemców, Szkotów, Irlandczyków i Walijczyków, czyli osób należących do zamkniętych w sobie, upartych, twardych, podejrzliwych i mściwych grup etnicznych. Jeżeli społeczność charakteryzuje się takimi cechami do dziś, łatwo sobie wyobrazić jaka była ponad 100 lat temu. Rodzina Murphy, w której skład wchodziły ofiary morderstwa, przybyła z Irlandii.
Pozwala to zrozumieć zmowę milczenia, jaka nastała już w pierwszych dniach śledztwa. Łagodził ją i otwierał usta niektórym jedynie fakt, że stan zwłok wskazywał na mężczyznę o olbrzymiej sile i upodobaniach do brutalenego seksu. Rodzina ofiar (pozornie) nie miała żadnych wrogów w okolicy i cieszyła się ogólnym szacunkiem jako praktykujący, ciężko pracujący katolicy. W miasteczku powstało więc silne przekonanie, że gwałtu i morderstwa musiał dokonać ktoś obcy. Na nieszczęście policja poddała się wpływowi opinii publicznej i poszła tym śladem, zaniedbując jednocześnie bliższe zainteresowanie się mieszkańcami. Był to następny poważny błąd.
28 grudnia przed 6 rano przybyli aborygeńscy tropiciele: jeden z Ipswich, jeden z oddalonego o 30 km od Gatton miasteczka Crows Nest oraz sławny tropiciel z wyspy Fraser. Jednakże to co zastali na miejscu zbrodni spowodowało, że opadły im ręce. Cały las był nadal pełen szwędających się i dyskutujących ludzi, zaś leśna ściółka i piach rozjeżdżony tysiącami śladów kół bryczek, kopyt końskich i butów. Niemniej jednak tropicielom udało się znaleźć narzędzie zbrodni - kawałek grubej gałęzi eukaliptusa typu "żelaznego" ze śladami krwi i przylepionymi włosami oraz parę innych rzeczy: kawałek rzemienia z uprzęży, w który wetknięty został wycinek z miejscowej prasy zawierający nekrolog; płócienny, znoszony pantofel w strumieniu, ślady kopyt niepodkutego kucyka wiodące równolegle do śladów bryczki skrajem lasu i urywające się niedaleko polany; oraz w dziupli powalonego drzewa stary, zardzewiały rewolwer. Natomiast tropiciele nie znaleźli żadnych śladów wiodących z farmy do drogi lub w jakimś innym kierunku przez las. Dziś można mniemać, że szukali nie w tym kierunku co potrzeba. Szukali bowiem śladów "obcego", który uciekał jak najdalej od Gatton, zamiast szukać śladów kogoś, kto po dokonaniu czynu udał się do Gatton.
Nekrolog był zawiadomieniem o śmierci pewnej dziewczyny z Gatton, która umarła razem z dzieckiem przy porodzie 26 grudnia 1896 roku, czyli dokładnie dwa lata przed morderstwem. Ten strzępek gazetowego papieru trzymała przez dwa lata w pudełku Nora w swojej sypialni, ale w ostatnich tygodniach przed jej śmiercią zginął z pudełka w niewyjaśnionych okolicznościach. Nora była przyjaciółką zmarłej dziewczyny. Był to ważny ślad, za którym powinno pójść śledztwo, ale w ferworze szukania "obcego" o seksualnych inklinacjach, ślad ten zlekceważono. Znając nazwisko dziewczyny, łatwo było przecież zainteresować się jej rodziną - jej ojcem i ewentualnymi braćmi. Nie wyjaśniono również śladów kucyka, które były równie świeże jak ślady konia i bryczki. Kucyków było niewiele w okolicy, zaś jeden należał do ojca dziewcząt i Michaela. A przecież łatwo było wysnuć konkluzję, że ktoś jadący na kucyku musiał być na tej farmie tuż przed morderstwem, w czasie lub tuż po nim. Ślady kucyka urywały się kilkadziesiąt metrów od polany. Tyle zanotowano na podstawie zeznań tropicieli, ale nie ma żadnej informacji co się dalej stało z kucykiem - czy wrócił tą samą drogą do bramy, czy poszedł dalej, a jeśli tak, to dokąd. Być może tropiciele stracili jego ślad, bo cały teren był pokryty innymi śladami. Również stary płócienny pantofel z całkiem nowym sznurowadłem był śladem, za którym nikt nie poszedł. Gdzie się podział drugi pantofel? Kto wyrzuca jeden pantofel do strumienia i chodzi w drugim? Jeden z policjantów stwierdził, że podobne sznurowadła były w miejscowym sklepie, ale kto je kupował w ostatnich czasach, sprzedawczyni nie pamiętała. Stary rewolwer od razu wykluczono ze śledztwa, bo na pierwszy rzut oka widać było, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat nikt z niego nie strzelał.
Ile by nie było kucyków w okolicy, dlaczego nie zadano sobie trudu, żeby sprawdzić ich ślady, a zwłaszcza tych, które nie były podkute? Jeden z tropicieli powiedział, że jeśli będzie miał z czym porównać ślady z farmy, niewątpliwie je rozpozna.

Qld_gatton.jpg

C.D.N...
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Zastanawiałem się długo, ale tak, stwierdziłem, że chcę a nawet powinienem wrzucić tych kilka kwiatków z mojej kolekcji.
Pracując już kilka lat w zawodzie, stwierdzam, że znaczna część moich pacjentów byłaby o niebo zdrowsza i szczęśliwsza, gdyby zerwała definitywnie kontakty ze swoją rodziną. Poziom ludzkiej nieodpowiedzialności, czy też raczej mówiąc wprost - kretynizmu, jest przytłaczający... Ale do rzeczy. poniżej przedstawiam kilka najciekawszych przykładów.

1) Matka jednego z pacjentów, zażądała, abyśmy wydali jej zaświadczenie że jest chory psychicznie, to ona pójdzie z nim do Urzędu Miasta i syn będzie miał "żółty dowód osobisty" (chyba wzięło się jej to od przysłowiowych żółtych papierów). Dopytana o szczegóły tego niesamowitego planu, stwierdziła, że dzięki temu nie będzie mógł nigdzie sam wyjeżdżać, a ona będzie mogła go ścigać (sic!) przez policję. Nasze tłumaczenia, że coś takiego jak żółty dowód osobisty nie istnieje, a syn jest dorosły i bez ubezwłasnowolnienia może o sobie decydować, uznała za nasz całkowity brak kompetencji, bo "ona wie lepiej".

2) Jeden z pacjentów na oddziale psychiatrycznym, gdzie miałem kiedyś praktyki, przeżył bardzo poważny epizod manii (stan bardzo silnego pobudzenia emocjonalnego i psycho-ruchowego), ale na szczęście dobrze zareagował na leczenie i w krótkim czasie wrócił do siebie. Dostał nawet zgodę na wychodzenie do ogrodu otaczającego szpital. Niestety to okazało się błędem, bo wykorzystując zmniejszony nadzór, jego mądry inaczej brat, przyniósł mu nic innego tylko jointa! A niech się chłop uśmiechnie, a co!
Efekt - gwałtowny nawrót objawów maniakalnych, konieczność wdrożenia nowej farmakoterapii i opóźnienie procesu zdrowienia o dobre pół roku.

3) Jadąc do szpitala PKS-em, zobaczyłem w towarzystwie mamusi naszego pacjenta, który opuścił szpital jakieś 4 dni wcześniej (po 8 tygodniowym pobycie na oddziale). Miał spakowaną torbę, radio i bez wątpienia wracał do szpitala. Jednak jego zachowanie, a zwłaszcza nieskoordynowane ruchy sugerowały stan wskazujący na spożycie.
Badanie alkomatem przy przyjęciu wykazało 4,6 promila alkoholu!
Okazało się, że zaraz po powrocie do domu, piekielna mamuśka odstawiła mu wszystkie leki, bo "to sama chemia i one mu szkodzą" i wdrożyła własną terapię, czyli podsuwała mu około 1,5 l wódki na dobę, "bo wtedy robił się spokojniejszy". Mimo półgodzinnej z**bki od Ordynatorki, dalej twierdziła, że to nie ma związku z tym, ze synowi się pogorszyło...

Jak to powiedział Albert Einstein: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone - wszechświat i ludzka głupota, ale co do wszechświata, nie jestem pewien".
  • awatar Caltha: dżizas tylko współczuć...
  • awatar jamnick: Po Twoich dwóch powyższych wpisach jedyne, co się nasuwa to: część kobiet jest tak głupia, że aż się w to nie chce wierzyć.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Całą noc w pociągu, poniedziałek, a teraz jeszcze dowiaduję się, że mój dobry przyjaciel Jurecki na holu wyp... się z 3 metrów i zwichnął bark. Wkurzona jestem i chyba mi błyskawice z uszu wylatują. Ktoś dziś oberwie, ale pytanie - kto?
 

kryminalistyka.fr.pl
 
Przychodziła do Mamy pacjentka, nazwijmy ją panią Joanną. Pani około 60tki. Ma owa pani Joanna córkę, całkiem podobno fajną dziewczynę. Trzy lata temu córka owa postanowiła wyjść za mąż. I pani Joannie odjebało. Mama musiała wysłuchiwać, jaka to super partia się córce trafiła. No zdawać by się mogło, że wychodzi przynajmniej za Brada Pitta. Achów i echów nie było końca. Pani Joanna stwierdziła przy tym, że oni wstydu rodzinie zięcia przynieść na weselu nie mogą, więc wzięła kredyt na... ubrania. O ślubie już nie wspominając. Mama została obdarowana mnóstwem dobrych rad, a nawet telefonem do krawca, który szył pani Joannie garsonkę. Mama jak to Mama, wytłumaczyła kobiecie, że ona to by z tymi ochami i achami poczekała na "po ślubie", a swoich córek do małżeństwa nie zachęca, bo jakby ślub miał być jedynym celem w ich życiu to by się załamała. Pani Joanna strzeliła focha, ale dalej zamęczała Mamę peanami na cześć zięcia i jego rodziny.
No i skończyło się jak zwykle.
Wpierdol od męża córka dostała już w podróży poślubnej. Pieniądze rodziny okazały się kredytami, mieszkanie które dostała młoda para od "super-teściów" też na kredyt. A wszystkim rządził teść - klasyczny despota rodzinny. Teściowa była od natychmiastowego wykonywania poleceń. Córka wytrzymała ponad rok, pojawił się mały, bogu ducha winny chłopczyk - wnuk pani Joanny. W końcu rozwód, chandryczenie się o majątek, pranie brudów.
A pani Joanna dalej zadręczała Mamę.  Tym razem opowieściami o tym, jak podła, bezbożna, dysfunkcyjna jest rodzina eks-zięcia.  No i przypłaciła kobiecina cała sytuację ciężką depresją. Leczy się.
Sytuacja druga:
Mama jest ławnikiem w sądzie rodzinnym. Sprawa o odebranie dzieci i ustanowienie rodziny zastępczej.
Babka około 60tki miała trzy córki. Jedna już dorosła, druga upośledzona umysłowo i trzecia - 12letnia dziewczynka. Znalazła sobie owa "rycząca 60tka" męża - sporo od niej młodszego. Takiego co to do wyższych celów jest stworzony niż paranie się pracą zarobkową. No i mężuś zmajstrował dzieciaka... upośledzonej córce. A były przesłanki i że i tej najmłodszej nie przepuści. Na szczęście najstarsza córka miała trochę oleju w głowie i zareagowała. Badania genetyczne jak nic wykazały, że dziecko ojczyma. Drugie badania genetyczne - to samo. A co na to szanowna żona? Cały czas uporczywie twierdziła, że genetyka kłamie, a córka uwzięła się na kochanego mężusia. A dziecko cholera wie skąd się wzięło. Na szczęście sąd miał większą wiarę w genetykę i ustanowił najstarszą córkę rodziną zastępczą.
A teraz konkluzja tego wpisu. Nie wiem, k... naprawdę nie wiem co tym babom odbiło, że tak bardzo chciały się oszukiwać. Nie sądzę, żeby patrząc na relacje teść - teściowa pani Joanna nie widziała że coś jest nie tak. Nie wierzę, że w trakcie długiej znajomości córka pani Joanny nie dostała przed ślubem lania. A już zupełnie nie rozumiem, jak można swoje dzieci postawić niżej niż męża. Wiem że takie przypadki są, widzę je, ale nie rozumiem. Różnie w życiu bywa, ale jak by mi się zaczął mąż dobierać do 12letniej córki, to bym go chyba zabiła.
Mam prawo nie rozumieć, w końcu moja Mama zawsze mówiła, że ślub nie może być jedynym celem w życiu. Jak na razie przyznaję Jej całkowitą rację.    
nie-wiem234342.jpg
  • awatar Caltha: też tego nie rozumiem... :(
  • awatar kura z biura: W historii pani Joanny widzę taką sytuację kobiety z prostej, może nawet ubogiej rodziny, której nagle wydało się, że Pana Boga za nogi złapała, bo Bogaty Przystojny Książę interesuje się jej córką. I teraz trzeba chuchać i dmuchać, żeby tego skarbu nie stracić, bo gdzie ona drugiego takiego znajdzie. A że przylał? Ano pewnie był zmęczony, zdenerwowany, albo co...
  • awatar jamnick: Czekaj, idę po herbatę. Zaraz przeczytam.
Pokaż wszystkie (8) ›