• Wpisów: 1868
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:31
  • Licznik odwiedzin: 229 977 / 3865 dni
 
kryminalistyka.fr.pl
 
Padło nam kiedyś na myśl wykorzystać trochę urlopu, żeby pojechać na safari. Firma oddała samochód i po dokładnym studiowaniu mapy padło na Tshukudu Farm w górach Drakensberg. Zainstalowaliśmy się, wyciągnęli aparaty i dawaj safarować.

Wsadzono nas na bardzo wysoką ciężarówkę i jedziemy. Przewodnik co rusz oznajmia, że coś co się rusza w trawie to albo antylopa albo lew. Wierzyliśmy na słowo, bo trawa wysoka, a zwierzak wielkości był średniej jaszczurki. Siedzę sobie wygodnie, obok mnie kolega Dobek, sztuk raz, piweczkiem się raczy, za mną Krzyś, sztuk raz, fajnie jest. Nagle słyszę jak Krzyś krzyczy:
- dawaj aparat, słoń!
No to ja wolno się obracając patrze gdzie zwierz ów, a ten już trąbom Krzysiowi czapkę z głowy próbuje podprowadzić. Lekka panika, a słoń nagle tą sama trąbom dawaj Dobkowi puszkę z piwem z reki wyrywać. Dobek jak na prawdziwego mężczyznę przystało, niewiele myśląc wcisnął mi puszkę w rękę i wrzeszczy - trzymaj!
No to ja tą puszkę cap. A słoń alkoholik paskudny natychmiast Dobkiem zainteresowanie stracił i się do aktualnie mojej puszki przystawia. O! - myślę - zaraza jedna, słoń alkoholik mi się trafił. I dawaj ze słoniową trąbą o puszkę się mocować.
No cóż - silniejszy łajdak był. Puszkę bezczelnie zaiwanił, więcej piwa rozlał jak wypił, ale uznał chyba, że te moje puszki wyrywanie to było tylko przekomarzanie się. No i się ze słoniem zaprzyjaźniliśmy (w sumie nic tak nie łączy jak wspólny browarek). Co zresztą widać na załączonym obrazku.  

zesloniem.jpg

Nie możesz dodać komentarza.