• Wpisów: 1868
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:31
  • Licznik odwiedzin: 229 977 / 3865 dni
 
kryminalistyka.fr.pl
 
kolysanka.jpg

W ramach luzowania się przed wyjazdem na pierwszy zjazd podyplomówki polazło się w piątek na Kołysankę. Musze przyznać -spodziewałam się chały. Bo ostatnie "wyczyny" Machulskiego (np. Ile waży koń trojański) za optymistycznie nie nastawiały. A po drugie, za dużo było filmów polskich i fajnych ostatnio (Revers, Dom zły). No więc przecież coś musiało być nie tak. A tu "taka figa". Dawno nie uśmiałam się na polskiej komedii tak jak na Kołysance. Po pierwsze - wreszcie nie jest to komedia romantyczna (znaleźli scenarzystę, hura), po drugie - obsada przednia, po trzecie - kawał dobrej roboty filmowcy odwalili. Wiadomo, zawsze znajda się malkontenci, którzy będą mieli za złe, że: A - nie jest ta komedia dziełem o martyrologii na miarę Dekalogu, B - nie jest ta komedia dziełem o puszczaniu gazów i przewracaniu się. No cóż, ich problem. W końcu ludzi zbyt poważnie siebie traktujących u nas dostatek.  A ja tam zostaję z dniem dzisiejszym absolutną fanką dziadka Makarewicza w fenomenalnym wykonaniu Janusza Chabiora. I niech się te zagraniczne pattisony parkinsony schowają głęboko. No może z wyjątkiem przystojniaków z Wywiadu z wampirem.

Nie możesz dodać komentarza.